Choroba holenderska

Myśli ekonomiczne, teorie czy używane do dnia dzisiejszego pojęcia ekonomiczne towarzyszą światu i ewoluują wraz z jego rozwojem. Człowiek obserwując różne zjawiska, stworzył wielką spiralę zależności, w której poszczególne kółka czy trybiki wzajemnie na siebie oddziałują. Wystarczy jednak jeden zgrzyt, a machina może się zepsuć i wówczas wiemy, że należy ją naprawić . Ale czy jest możliwe, aby dodatkowe funkcje maszyny spowodowały awarię innych?

Choroba holenderska (ang. dutch disease)

W tym konkretnym wypadku zachorowało państwo. Jak do tego doszło i czy ta choroba jest zaraźliwa? Sprawdźmy po kolei, zaczynając od etymologii pojęcia. Termin ten został użyty po raz pierwszy w latach 70-tych XX wieku i odnosił się do pewnego paradoksu ekonomicznego, który miał miejsce w Holandii. W latach 60-tych wspomnianego stulecia w tym właśnie państwie odkryto złoża naturalnych surowców, a dokładnie gazu w złożach gazowych Groningen. Holandia bardzo szybko wykorzystała zasoby naturalne i cała pokryła się siecią gazociągów. Państwo przeszło swoistą rewolucję energetyczną, stając się w bardzo krótkim czasie potężnym eksporterem tego surowca.

Co zatem było problemem w tej obfitości bogactw naturalnych? Zauważono negatywny wpływ wzrostu przychodu na gospodarkę tego państwa, wynikającego z odkrycia gazu. Wynikało to z korzyści, jakie przyniosły sprzedawane na eksport surowce, a także ze wzmocnienia się waluty tego kraju oraz widocznego odstawania innych gałęzi gospodarki (w porównaniu oczywiście do wydobycia gazu). Reasumując – możliwość zwiększenia eksportu produktów niektórych gałęzi gospodarki może przyczynić się do regresu innych działów gospodarki, które pozostają na niezmienionym poziomie. Inaczej mówiąc, nadmierny rozwój jednej dziedziny gospodarki, w postaci wzrostu wartości waluty poprzez eksport odkrytego surowca, może przyczynić się do regresu innej dziedziny, czyli do odebrania tym gałęziom zasobów kapitału i pracy.

Co do waluty to warto wspomnieć, iż choroba holenderska może prowadzić do skoków walut (czyli popularnie zwanej zmienności cen), które są widoczne wówczas, gdy wydatki krajowe są bardzo mocno związane z wydobyciem odkrytych złóż naturalnych. Skutkiem tych skoków może być zaciąganie (kolejnych i kolejnych) pożyczek, których zabezpieczeniem są właśnie surowce naturalne. Jednak wszystko zależy od sposobu rządzenia krajem i tego, jak rząd danego państwa wykorzysta tę „naturalną obfitość”, ponieważ jakość polityki ma ogromny wpływ na gospodarkę. Co więcej, to od państwa zależy, czy surowce naturalne będą miały wpływ na politykę, czy nie. To również państwo ustala tak zwaną politykę fiskalną, na którą składają się różne działania. Wykorzystuje między innymi: podatki, wydatki, deficyt czy dług publiczny, a także udzielone gwarancje i poręczenia kredytowe. Te wszystkie działania wpływają na kształt budżetu, którego zamysłem są fiskalne i pozafiskalne cele państwa.

Do celów fiskalnych możemy zaliczyć między innymi: zaspokojenie popytu państwa na pieniądz, przejmowanego od podmiotów znajdujących się poza jego strukturami, tj. od gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Natomiast cele niefiskalne to:  promowanie wzrostu gospodarczego, łagodzenie niesprawności mechanizmu rynkowego, ograniczenie cykliczności procesów gospodarczych, walka z bezrobociem, ograniczenie nadmiernego zróżnicowania dochodów, walka z nieuczciwą konkurencją, ograniczenie negatywnych efektów zewnętrznych. Polityka gospodarcza jest jak spirala, nakręca obfitość zasobów, a źle zarządzana może słono kosztować.

Uczyć się na cudzych błędach

Państwa afrykańskie

Jak pokazuje historia, dużo nie zawsze znaczy dobrze, a przykład Holandii stał się podstawą do interpretacji podobnych zjawisk na całym świecie. Przykłady można mnożyć. Pierwszym, zarazem jaskrawym i smutnym przykładem, są państwa afrykańskie. Posiadają ogromne złoża ropy naftowej i wydawać by się mogło, że przez to będą prężne i bogate. Jednak tak nie jest, ponieważ kolejne rządy tych państw w sposób błędny i nieudolny prowadzą politykę wydobycia tego cennego surowca. Najbardziej odczuwają tę politykę warstwy najuboższe, które nie odnoszą żadnych korzyści z wydobycia surowca i nadal postępuje ich pauperyzacja. Przyczyną takiego stanu jest między innymi zachłanne utrzymanie w jednym ręku tego cennego surowca, znane pod nazwą pogoń za zyskiem (z ang. rent seeking).

Charakteryzuje ono tzw. państwa rentierskie (stąd nazwa), które zamiast na rozwój kraju, zyski z wydobycia kierują na otrzymywanie łatwych dochodów, co skutkuje brakiem zainteresowania rozwojem innych dziedzin gospodarki. W takiej atmosferze rodzi się korupcja, destabilizacja, a nawet kradzieże surowca. Niestety rządy również w niewielkim procencie wykorzystują dochody ze sprzedaży ropy, dlatego można śmiało powiedzieć, że nad głową tych państw wisi przekleństwo surowca. W przypadku tak ważnego surowca, jakim jest ropa, efektem złego zarządzania są wojny i konflikty. Wykorzystują je rebelianci, aby na przykład sprzedać surowiec na czarnym rynku. Rodzi się także separatyzm dzielący kraj na bogatych i biednych. Bogaci nie chcą się dzielić zyskami, a niestabilność cen uzyskanych z wydobycia jest przyczyną spadków dochodów, zarówno państwa, jak i ludności.

Rosja

Swoją chorobę holenderską przeszła także na przestrzeni kilkunastu lat Rosja. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że nadal ciąży na niej widmo tej choroby. Rosyjskim asem w rękawie jest bez wątpienia gaz ziemny i ropa naftowa. Tym samym budżet tego państwa jest zasilany w większości przez wpływy ze sprzedaży gazu, przez należący do Rosji Gazprom. Jednym słowem państwo kontroluje zasoby gazu na swoim terytorium.

Do tego dochodzi coraz niższa produkcja towarów na eksport i tak niskiej, jak dotąd jakości. Została zauważona słaba aktywność gałęzi handlowej rosyjskiej gospodarki, która do tej pory także proponowała mało konkurencyjne i słabe technologicznie produkty. Nadmierny eksport ropy i gazu spowodował kolejny symptom choroby holenderskiej, czyli aprecjację rubla względem dolara amerykańskiego (dolar jest walutą, w której kształtują się ceny surowców na całym świecie). Zjawisko to oznacza umocnienie się ceny waluty danego kraju w stosunku do innej waluty. Tym samym powoduje, że eksport produktów za granicę (wskutek aprecjacji waluty rodzimego kraju) staje się mniej konkurencyjny, bo droższy, natomiast import tanieje.

Odporna Polska?

Odpowiedź brzmi: nie. Polska też przechodziła swoją chorobę holenderską w czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Polska posiadała ogromne złoża węgla, miedzi i siarki. W obliczu posiadania tak wielkich złóż naturalnych rząd PRL wszystkie swoje siły skierował właśnie na ich wydobycie. Państwo polskie nastawiło się na eksport tych złóż głównie do krajów płacących dolarami, celem zdobycia tych cennych dewiz. Niestety polityka ta nie stwarzała żadnych możliwości rozwoju gospodarki. Nie było też widoków na zwiększenie konkurencyjności na zagranicznych rynkach polskich producentów innych gałęzi gospodarki (nie tylko tych związanych z wydobyciem surowców).

Jak każda choroba i ta niesie za sobą szereg bardzo smutnych konsekwencji. Według niektórych ekspertów choroba ta rozwija się długo i równie długo bezobjawowo. Na koniec warto zacytować amerykańskiego ekonomistę, laureata Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii, Josepha E. Stiglitza. W prosty sposób definiuje on dutch disease: „W istocie dopływ środków pieniężnych może czasami hamować rozwój za pośrednictwem mechanizmu nazywanego ‘chorobą holenderską’. Polega ona na tym, że dopływ kapitału prowadzi do aprecjacji waluty, co sprawia, iż import staje się tańszy, a eksport droższy”.

Bibliografia:

http://geopolityka.org/analizy/grzegorz-kaliszuk-holenderska-choroba-rosji

http://jagiellonski.pl/czy-grozi-polsce-holenderska-choroba-aleksander-zawisza/

https://smartstart.pl/slownik-pojec-ekonomicznych/polityka-fiskalna/

http://szczesniak.pl/2526