W pogoni za ocenami

Czerwiec jest trudnym czasem dla uczniów. W powietrzu czuć już wakacje, swobodę, lekkość, a tymczasem zbliżający się koniec roku szkolnego niesie ze sobą konieczność dodatkowej pracy, mobilizacji, poprawiania ocen i starania się o dobre świadectwo lub wyniki egzaminów. Jest to też często niełatwy czas dla rodziców. Wiedzą oni dobrze, że to od świadectwa i wyników zależy w pewnym stopniu przyszłość ich dzieci – im lepsze oceny, tym więcej możliwości podczas wyboru życiowej drogi. A przynajmniej tej części, która związana jest z wykształceniem.

I chociaż coraz więcej mówi się o tym, że dobra średnia nie jest skorelowana z jakością późniejszego życia dziecka; że ceną za stopnie bywa zdrowie i samopoczucie; że obecny system kształcenia jest odrealniony, nieprzydatny i przeciążający uczniów – to głęboko zakorzenione przeświadczenie dorosłych o tym, jak ważne są szkolne wyniki, może powodować wiele napięć i starć w niejednej rodzinie.

Nawet jeśli nacisk na dobre oceny wypływa z troski o dobro dziecka, warto pamiętać, że to nie one decydują o jego późniejszym sukcesie i o tym, jak poradzi sobie w życiu. Do tego potrzeba pasji, umiejętności radzenia sobie z niepowodzeniami i zdrowej konstrukcji psychicznej.

Dziecko, które uczy się dla wyników, jest skupione na odtwarzaniu schematów sprzyjających zdobywaniu dobrych stopni. Nie ma tu miejsca na kreatywność, rozwijanie zainteresowań i czerpanie radości z samego procesu nauki – celem samym w sobie jest zebranie jak najwyższych not, a dzieci bardzo szybko uczą się najprostszych dróg osiągnięcia tego celu.
Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej – jednak dla wszystkich, jeśli to stopnie są celem, nauka staje się procesem pozbawionym radości odkrywania świata, mechanicznym i bez większego sensu.

W wielu szkołach nie da się tego uniknąć. Wysokie wyniki w nauce są dla nich priorytetem i uczniowie, którzy je zdobywają, są postrzegani najlepiej. Jeśli jednak rodzice tej presji nie ulegną, mogą pomóc dziecku przejść ten czas w miarę spokojnie, wspierając je na drodze odkrywania swoich zainteresowań i czerpania przyjemności z nauki.

Jak pomóc dziecku czerpać przyjemność z nauki?

1. Oddając dziecku odpowiedzialność za naukę

Nieustanne kontrolowanie, naciskanie i ocenianie efektów pracy dziecka sprawia, że to dorośli (rodzice, nauczyciele) przejmują odpowiedzialność za to, czego, kiedy i jak nauczy się dziecko. To ślepa uliczka, bo z roku na rok, zamiast brać sprawy w swoje ręce, podejmować decyzje i nabywać doświadczenia, dzieci tracą poczucie sprawczości w tym obszarze. Nie uczą się dlatego, że same tego chcą, tylko dlatego, że chcą tego inni. Jednak autonomia i podmiotowość dziecka w tym czasie nie śpi, daje wręcz coraz mocniej znać o sobie: odmawia ono odrabiania lekcji, nie chce przygotowywać się do zajęć. Nakłanianie go do tego pochłania coraz więcej energii i popycha do szukania coraz mocniejszych metod nacisku; w wielu domach prace domowe są źródłem nieustannych konfliktów. Tymczasem zwrócenie dziecku odpowiedzialności za naukę nie tylko pomaga uspokoić cały proces; uczy czegoś bardzo ważnego o tym, jak żyć, podejmować decyzje, radzić sobie z wyzwaniami. W oddaniu odpowiedzialności nie chodzi o zupełny brak zainteresowania tym, jak dziecku idzie w szkole; jest to raczej uznanie, że ta sfera życia należy do dziecka i jeśli ono zdecyduje, że nie chce odrobić pracy domowej i otrzyma w związku z tym stosowną ocenę – jest to dla niego cenne doświadczenie.

2. Nie przywiązując wagi do ocen

Skupianie się na wynikach przesłania samo dziecko – to, kim ono jest, co je interesuje, w czym jest dobre. Szkoła nagradza wybrane umiejętności, te, które można łatwo ocenić, sprawdzić. Dlatego najważniejsze w niej jest czytanie, liczenie i pisanie. Jest jednak cały szereg innych umiejętności, które w życiu mają ogromne znaczenie, a niełatwo poddają się szkolnej weryfikacji, trudno je wychwycić na teście. Howard Gardner, autor teorii inteligencji wielorakich, wyróżnia osiem rodzajów inteligencji: logiczno-matematyczną, językową, przestrzenną, muzyczną, przyrodniczą, ruchową, społeczną i intuicyjną. Tradycyjny system szkolnictwa skupia się głównie na dwóch pierwszych (matematycznej i językowej), umniejszając znaczenie pozostałych. Dziecko obdarzone inteligencją ruchową czy społeczną zostanie w takim układzie nie tylko niedocenione ze swoimi umiejętnościami – może zakończyć edukację z poczuciem niedostosowania i przekonaniem, że nie daje sobie rady.

Pokazując dziecku, że jego oceny nie są najważniejsze, pomagamy mu skupić się na tym, w czym jest dobre, co sprawia mu radość i co jest jego pasją. Wielu uczniów potrafi zdobyć dobre stopnie, ale kompletnie nie ma pojęcia, co zrobić ze swoim życiem, czym się zająć, w którą stronę pójść. Jeśli przez kilkanaście lat to oceny są celem, z chwilą zakończenia edukacji staje się przed nie lada wyzwaniem: oto otworem stoi świat, w którym te oceny nie mają znaczenia, są nieprzydatne, nikogo nie interesują.

3. Pomagając mu odkryć jego rzeczywiste zainteresowania

Rodzice, jako najważniejsze osoby w życiu dziecka, mogą dać mu ogrom sił do rozwijania zainteresowań. Nie chodzi jednak o przeładowanie dziecka dodatkowymi zajęciami i wcielanie się w rolę dowożącego z miejsca na miejsce taksówkarza.

Wspieranie oznacza dostrzeżenie tego, co dziecko pociąga i fascynuje – oraz danie mu możliwości realizacji tej pasji. Początkowo dzieci łapią wiele srok za ogon: basen, tańce, judo, konie, rysunek, piłka etc. Stopniowo ich zainteresowania się krystalizują, odpada wiele aktywności – bo nie okazały się tym, czego szukało dziecko. Niełatwym zadaniem dla rodziców jest znalezienie równowagi między zachęcaniem dzieci do przetrwania zniechęcenia, gdy mija pierwszy zachwyt i przychodzi pewna rutyna, a uważnością na to, by to dziecko decydowało, czym chce się zająć. Nie ma żadnych korzyści z tkwienia w czymś tylko dlatego, że się to zaczęło i nauką z przymusu – ani dla dzieci, ani dla rodziców.

Podstawowym pytaniem, od którego może należało zacząć, jest: kiedy myślę o edukacji mojego dziecka, co jest moim celem? Czy chodzi mi o to, aby mogło rozwijać się i w dorosłym życiu robić to, co lubi, być szczęśliwe? Czy myśląc o dobrych wynikach, mam na względzie jego dobro i przyszłość i co dokładnie pod tym pojęciem rozumiem?
Warto stawiać sobie te pytania jak najwcześniej i odpowiedzi na nie przypominać sobie w trudnych momentach. Zwłaszcza w gonitwie pod koniec roku szkolnego.

Fot. Pexels