Trudna sztuka wyboru

Czyli jak kieszonkowe pozwala uczyć się na własnych błędach?

Sztuka wyboru

Chcielibyście wychować swoje dzieci na dojrzałych finansowo dorosłych?

Co za pytanie? – pomyślicie. Każdy rodzic chciałby, żeby jego dziecko było w przyszłości zaradne, podejmowało rozsądne decyzje, także te finansowe. Pragniemy, aby uniknęło błędów, które często my sami popełniliśmy, startując w dorosłość. Kompulsywne zakupy, niespłacone debety i zadłużenia na karcie kredytowej, brak zabezpieczenia finansowego w razie wystąpienia jakiegoś problemu – chcielibyśmy naszym dzieciom zaoszczędzić takich sytuacji.

Każdy z nas uczy się finansów osobistych po swojemu, we własnym tempie, popełniając błędy. W końcu nauka na doświadczeniach jest najskuteczniejsza. Nasze dzieci nie muszą czekać z nauką podejmowania finansowych decyzji do matury czy rozpoczęcia studiów. Jeśli tę naukę rozpoczną w wieku 7 czy 10 lat, może właśnie to pomoże im ustrzec się poważnych błędów i rozczarowań.

 

Daj dziecku wędkę

Wychowując dziecko, staramy się wyposażyć je w wiedzę i umiejętności, które przydadzą mu się później w dorosłym życiu. Posyłamy na zajęcia z języków obcych, opłacamy korepetycje z matematyki, może posyłamy nawet na zajęcia z programowania. Jeśli spojrzymy na umiejętności, które mogą się okazać kluczowe w samodzielnym życiu, to nauka zarządzania własnymi pieniędzmi powinna być w czołówce zdolności, jakie chcemy rozwijać w dziecku.

Własne pieniądze

Najlepszym narzędziem do nauki zarządzania pieniędzmi są… pieniądze.

Jak jednak siedmio– czy dziesięciolatek ma zdobyć własne fundusze? Najprościej i najbezpieczniej będzie, jeśli otrzyma je od rodziców.

O zaletach kieszonkowego, a także o różnych, często bardzo odmiennych poglądach na jego temat można by było napisać kilka obszernych artykułów. Przyjmijmy w tym miejscu, że kieszonkowe jest bardzo dobrym sposobem na zdobywania pierwszych finansowych doświadczeń. Do tego dzieje się to w sposób częściowo kontrolowany, a konsekwencje złego zarządzania małymi kwotami raczej nie doprowadzą rodziny do bankructwa.

A co z granicami wolności w wydawaniu kieszonkowego?

Co robi kilkulatek, który posiada własne pieniądze w sklepie z zabawkami? Jest duża szansa, że je wydaje. Na coś sensownego, co zyskuje aprobatę rodziców albo na zupełne głupoty, a rodziców aż ściska z żalu, że oto ciężko zarobione przez nich pieniądze zostaną przeznaczone na zakup takiego, brzydko mówiąc, badziewia.

Co  mogą w tej sytuacji zrobić rodzice?

Mogą zabronić zakupu, ale wówczas zakwestionują prawo własności dziecka do pieniędzy, które wcześniej otrzymało (cóż to więc za nauka, skoro rodzice stają się administratorami, którzy zatwierdzają lub nie decyzje dziecka). Mogą też dać mu wolny wybór i zaakceptować jego decyzję. Dlaczego uważam, że tylko druga opcja ma sens i tylko ona da możliwość zdobycia prawdziwego doświadczenia i nauki na własnych błędach.

Z prostego powodu. Żeby dziecko nauczyło się szanować swoje rzeczy, a także wyciągać wnioski z lepszych i gorszych decyzji, musi mieć poczucie, że pieniądze którymi dysponuje są jego. Są jego WŁASNOŚCIĄ. Ograniczoną tylko i wyłącznie zasadami, które wcześniej zostały ustalone pomiędzy  dzieckiem a rodzicami (np. lista produktów zabronionych, których kupować nie wolno). Jeśli nie łamie zasad, to może dysponować swoimi pieniędzmi, jak chce.

Co zyska dziecko, któremu rodzice pozostawią wolność?

  • Poczuje, że jego decyzje są ważne i że to ono ponosi ich konsekwencje.
  • Nauczy się odróżniać potrzeby od zachcianek (kiedy trzeba wyłożyć własne pieniądze czasem okazuje się, że dana rzecz wcale nie jest tak potrzebna lub upragniona).
  • Będzie bardziej szanować rzeczy, które kupi samodzielnie, bo wyraźniej odczuje ich wartość i konsekwencje tego, że dana zabawka czy sprzęt się zepsują.

Potrzeba czy zachcianka?

David Owen w książce „Bank Taty” podaje przykład swojego syna, który zazdrościł koledze nowego roweru. Chłopiec również posiadał sprawny rower, ale nie tak ładny i nie tak dobrze wyposażony. Zapragnął, by rodzice kupili mu nowszy sprzęt. Dzięki temu, że dzieci Davida dostawały kieszonkowe i nauczyły się oszczędzać zamiast wydawać wszystko na bieżące przyjemności, David mógł powiedzieć:

„Ja Ci nowego roweru nie kupię, bo Twój jest całkiem dobry, ale jeśli go sprzedaż, to masz na tyle dużo własnych oszczędności, że możesz dołożyć do tej kwoty i kupić sobie nowszy model.”

Jak myślicie, co zdecydował syn Davida?

Doszedł do wniosku, że jego aktualnie posiadany rower jest jeszcze całkiem w porządku i nie chce przeznaczać swoich pieniędzy na zakup nowego. Czy doszedłby do podobnych wniosków, gdyby to rodzice mieli sfinansować zakup?

Raczej nie.

Syn Davida miał w opisywanej sytuacji kilkanaście lat i podjęta przez niego decyzja, a także fakt, że miał zgromadzone spore oszczędności wynikał z tego, że od małego dostawał od swoich rodziców kieszonkowe. Dzięki temu – po pierwsze doskonalił się w trudnej sztuce oszczędzania, a dodatkowo uczył się podejmować racjonalne decyzje finansowe, bo w grę wchodziły jego WŁASNE pieniądze.

Nauka wymaga czasu

Jeśli pozwolisz dziecku poczuć, że przekazane mu pieniądze są jego własnością i ono samo podejmuje decyzje, ale również ponosi konsekwencje, to nie spodziewaj się, że cudowna przemiana nastąpi z dnia na dzień. Żeby młody człowiek, który dopiero poznaje świat finansów osobistych mógł znaleźć się w takim miejscu jak syn Davida, to wcześniej musi podjąć sporo nietrafionych decyzji. Wydać kieszonkowe na niepotrzebne mu zachcianki, zabawki marnej jakości, wakacyjne pamiątki, które szybko rzuci w kąt. Z każdą taką sytuacją i roztrwonionymi pieniędzmi zdobędzie cenne doświadczenie. Popełni błędy i odczuje konsekwencje zdecydowanie bardziej, niż gdyby wydatki szły z Twojego portfela. Z czasem nauczy się analizować i bardziej świadomie podejmować zakupowe decyzje. Przerobi trudną lekcję, mając kilkanaście lat, a może nawet mniej. W wieku dwudziestu lat będzie bogatsze o szereg doświadczeń, które pozwolą mu uniknąć wielu finansowych pułapek. Lekcje z okresu dzieciństwa i dorastania zaprocentują.